Self-Reg w czasach pokoju. Identyfikacja stresorów (1). Biologia na start

Kto przebrnął przez moje wcześniejsze teksty, na pewno zauważył, że opisywały one dość intensywne doświadczenia. Nic nadzwyczajnego. Tak przeważnie wyglądają moje dni, robocze czy weekendy. „Zasrany” poniedziałek był raczej średnio obciążający, poza aspektem gównianej burzy, tornado zaś zmiotło mnie akurat w jeden z dość nudnych i spokojnych weekendów. Wtedy, kiedy nie próbuję stawiać czoła przeciwnościom losu, atakujących mnie z każdej strony, pomiędzy innymi zajęciami, w tym także regeneracją, zajmuje się również analizowaniem i przemyślaniem. Uważam, że w takich okolicznościach mam najlepsze warunki na identyfikację stresorów. 

Sporo czytam w internecie na temat Self-Reg i innych powiązanych z tą metodą aspektów. Zasadniczo interesują mnie głównie obiektywne źródła, a najbardziej te naukowe (i dotyczy to wszystkich dziedzin, którymi się interesuję), ale w przypadku zagadnień dotyczących człowieka, prawdziwe jednostki ludzkie są absolutnie niezbędnymi i wyjątkowo fascynującymi obiektami moich studiów. Niekoniecznie musi to być prawdziwe uogólnienie, ale zauważyłam interesującą różnicę pomiędzy moim podejściem do Self-Reg, a tym, co mogłabym uznać za postawę zwyczajną lub najczęstszą, w zależności, jak zostałby zdefiniowany rozkład tej zmiennej oraz które jego własności uznalibyśmy za informatywne.

Zapoznając się z wypowiedziami innych osób na temat poznawania siebie oraz natury własnego stresu, zwróciłam uwagę, że większość z nich potrafi bez większego problemu zidentyfikować stresory biologiczne, natomiast pozostałe grupy w jakimś stopniu sprawiają problemy – a to ktoś nie do końca rozumie, gdzie zaklasyfikować dany czynnik lub też w ogóle nie może u siebie znaleźć niczego, co można przypisać do konkretnej etykiety (tutaj często widuję zakłopotanie w oddzielaniu od siebie obszarów emocji i poznawczego) czy też w niektórych przypadkach zupełnie nie rozumie, o co w ogóle chodzi z danym obszarem (wydaje mi się, że tutaj króluje prospołeczny). Ja miałam całkiem inne doświadczenia – zrozumienie istoty podziału i klasyfikacja stresorów nie stanowi dla mnie większego problemu, bo zanim dowiedziałam się o istnieniu Self-Reg, analizowałam siebie i swoje życie bardzo intensywnie, skupiając się właśnie na obszarach często wymienianych jako problematyczne (czyli emocji, poznawczy i prospołeczny), obszar społeczny od zawsze stanowi dla mnie pewne wyzwanie, więc z tego poświęcam mu dużo czasu i uwagi, ale była jedna taka domena, którą mało się interesowałam i naturalnie o niej „zapomniałam”. Bo najprostsza do analizowania. Bo najbardziej oczywista. Bo nad czym się tutaj rozwodzić. Tym sposobem zupełnie pominęłam stresory biologiczne, które – jak się okazało – w moim przypadku są szczególnie istotne. Przyjrzyjmy się im więc przez chwilę.

Stresory biologiczne

Nie podam odkrywczej definicji tych konkretnych czynników wywołujących stres. Jak sama nazwa wskazuje, są to wszystkie te wytrącające nas ze stanu równowagi okoliczności, które mają podłoże biologiczne.

Dlaczego są one tak ważne? Właśnie dlatego, że łatwo ich nie zauważyć. Zwłaszcza, jeżeli towarzyszą Ci od bardzo dawna. Wtedy można podświadomie uznać, że „tak już mam”, a dodatkowo często w ogóle się nie wie lub nie pamięta, jak życie wyglądało bez takiego rozpraszacza.

Chciałabym podkreślić dwa aspekty

  1. Self-Reg to nie jest zbiór gotowych, praktycznych rozwiązań. Metoda na polega na intensywnym obserwowaniu i modelowaniu zachowań własnych oraz – do pewnego stopnia – innych osób.
  2. Stresory to wszystkie czynniki, które zaburzają równowagę, tak więc nie tylko problemy/trudności, ale także okoliczności przyjemne.

Poniżej przedstawiam listę niektórych stresorów biologicznych, wybranych spośród tych wymagających mojej szczególnej uwagi. Podaję również moją własną ocenę tego, czy jest to dla mnie coś przyjemnego (P) czy raczej wręcz przeciwnie (N). Mam nadzieję, że mój przegląd będzie dla Ciebie inspiracją do przygotowania podobnego.

Głód (N)

Planowanie posiłków to u mnie podstawa! Nie ma znaczenia, czy jadasz o stałych porach czy jak się trafi, w domu czy na mieście, czym się żywisz. Przed dzieckiem także żyłam bardzo intensywnie, ale wtedy regularne żywienie nie było raczej jego częścią. 

Pragnienie (N)

Podaż płynów jest u mnie dość duża, więc łatwo o niedobór. Czasami udaje mi się o tym pamiętać, niekiedy nawadnianie zupełnie wypada mi z głowy. Dość często pewne nietypowe odczucia (nauczyłam się je w miarę skutecznie identyfikować) „przypominają” mi o tym, żeby zainteresować się ilością wypitych płynów i uzupełnić je, jeżeli to wskazane.

Ból

(N) Przed ciążą i macierzyństwem zdawałam sobie sprawę z tego, że pod wieloma względami jestem nadwrażliwa, ale dopiero te wielkie zmiany w moim życiu i konieczność unikania tego wszystkiego, co może pogarszać moje samopoczucie – a tym samym kompetencje rodzicielskie – popchnęły mnie w kierunku częstszego przyjmowania leków przeciwbólowych. W przeszłości wolałam w sposób naturalny przeczekać ból albo zastosować inne rozwiązania (sen, spacer, relaks). Teraz ta druga opcja jest często niedostępna na żądanie, więc robię szybki rachunek zysków i strat, co znacznie częściej kończy się wzięciem tabletki. Określone rodzaje bólu potrafią mnie bardzo skutecznie rozpraszać, uniemożliwiając wykonywanie codziennych czynności.

(P) Znacie to przyjemne uczucie po intensywnej aktywności fizycznej albo po treningu po dłuższej przerwie od określonej aktywności? Ten ból uważam za pozytywny, przypomina mi, jak dużą przyjemnością jest sport i inne czynności wymagające zaangażowanie większych grup mięśni. Skąd tutaj problem? Ano świadomość tego pozytywnego bólu często włącza u mnie tryb: „uwaga, nie będziesz mogła znowu wykonywać tej czynności” i zaczynam sobie zadawać pytania typu: „Czy nie przesadziłam? A może potrzeba mi lepszego wyposażenia (np. wygodniejsze siodełko roweru, porządniejsze buty, lepsza technika)?”. Często sobie „przypominam”, że takie myśli prowadzą donikąd. Jeżeli nie będę mogła znowu wsiąść na rower i pojechać, to po prostu pójdę pieszo i świat się nie zawali.

Dźwięki (N & P)

Jestem bardzo silnie nadwrażliwa na dźwięki. Niektóre doprowadzają mnie do szaleństwa, czasami czuję się nawet fizycznie źle (np. mam objawy nadchodzącego omdlenia, pojawiają się mdłości, zawroty głowy), ale przede wszystkim rośnie mój poziom irytacji. Potrzebuję określonej ilości ciszy każdego dnia, co nie jest łatwe z małym i aktywnym dzieckiem u boku. Z drugiej strony wiele dźwięków lubię, zwłaszcza muzykę. Staram się jednak pamiętać, że kiedy czuję nadchodzą wybuch, często jest to oznaka przebodźcowania w tym kontekście i niekiedy wystarczy po prostu na chwilę wyłączyć wszystkie urządzenia plus zażyć chwilę samotności – a jeżeli to niemożliwe, zbawienne bywają zatyczki do uszu.

Zaburzenia snu (N)

Coś, czego doświadczył chyba każdy rodzic, ale niektórzy „bardziej”. To, do jakich stanów potrafi mnie doprowadzić wielokrotne wybudzanie, ogólny niedobór odpoczynku nocnego albo inne czynniki, które utrudniają mi regenerujący sen, szokuje nawet mnie samą. Przerywany sen to u mnie bardzo silny stresor, który uaktywnia się szybko (już po pierwszej gorszej niż zwykle nocy mój loncik staje się tak krótki, że niemal niewidoczny), a wyłączanie takiego alarmu trwa naprawdę długo (względne przyzwyczajenie się do bardzo trudnych dla mnie – i wciąż zmieniających się – wzorców snu mojego dziecka zajęło mi grubo ponad rok). Na razie nie znalazłam żadnego rozsądnego rozwiązania – oprócz zapewnienia sobie jak najlepszych warunków do spania i łapania każdej minuty.

Melisa (P)

To jest ciekawy aspekt. Melisa, jak niektóre inne zioła, powoduje u mnie stan znacznego spowolnienia w sensie fizycznym. Bodźce zaczynają docierać do mnie przytłumione, reaguję wolniej i trudniej mi jest być sobą – aktywną, zawsze gotową do działania, pełną werwy osobą. W przeszłości był to dla mnie stresor, bo czasami potrzebowałam fizycznego uspokojenia, ale nie akceptowałam tego, jak mnie takie preparaty „hamowały” pod wieloma względami. Dzisiaj doceniam melisę, bo mogę ją bezpiecznie pić pomimo karmienia piersią, a znam pozytywne skutki jej działania i nie boję się efektów tego „tłumienia” i staram się pamiętać o korzystaniu z jej dobrodziejstw wtedy, kiedy jestem zdecydowanie przeciążona, a perspektywy na szybką regenerację brak.

Wahania hormonów, cykl, libido, seks (N&P)

Tematyka często pomijana, chociaż nawet jeżeli się o sferze seksualnej nie rozmawia, to ona i tak ma znaczny wpływ na nasze życie, a w kontekście cyklu – zwłaszcza u kobiet. Ja osobiście jestem bardzo podatna na zmiany poziomu hormonów, np. wzrost poziomu libido powoduje u mnie trudną do zignorowania ekscytację, PMS to zaś jedno z największych zawirowań mojego życia, więc co miesiąc przeżywam kilka dużych transformacji. Przez wiele lat przyjmowałam syntetyczne hormony w różnej postaci, z wielorakich powodów i dopiero po ich odstawieniu zdałam sobie sprawę, jak bardzo byłam wtedy „przygnębiona”. To zdecydowanie coś, do czego nie chcę wracać. Oprócz dbania o równowagę w kontekście potrzeby-możliwości, przede wszystkim staram się swój cykl obserwować – a pomaga mi w tym dedykowana aplikacja, chociaż wciąż szukam innej, lepszej.

A Ty masz już swoją listę? Jeżeli nie, to zachęcam do jej przygotowania. Uznajmy to za pierwszy krok takiego wyzwania. Po zidentyfikowaniu stresorów ze wszystkich grup przedstawię mój własny pomysł na „trzymanie ręki na pulsie” w duchu Self-Reg.

Poniżej znajdziesz linki do pozostałych artykułów na temat stresorów z obszarów:

Jeżeli chcesz się dowiedzieć, jakie tematy poruszam i zamierzam prezentować na blogu, zajrzyj do tego wpisu. Te teksty są zaś o mnie i moich oczekiwaniach

Wprowadzenie do wprowadzenia nt. Self-Reg znajdziesz w nagraniu transmisji na żywo pt. „Self-Reg: Równowaga w trzech kolorach”. Opis samej metody Self-Reg jest dostępny w tym nagraniu transmisji na żywo pt. „Self-Reg: Co wewnątrz, to na zewnątrz”.  

Poślij ten tekst dalej, jeżeli przyniósł Ci wartościowe informacje. Tutaj znajdziesz mój fanpejdż na FB. 

Dziękuję za Twój czas!

10 Comments

  1. Dobry tekst. Jedyne co mi przeszkadza w odbiorze to zmieniające się kolory czcionek. Może da się to jakoś ujednolicić? Zdradzisz jakiej używasz aplikacji do monitorowania cykli? Mamy wiele wspólnych stresorów.

    Polubienie

    1. Pomysł z organizacją tekstu wymaga przemyślenia. Różne kolory miały być ułatwieniem, ale ja też wolę jeden. Chyba po prostu będę tworzyła osobne bardzo krótkie wpisy dla tych, którzy nie mają czasu czytać całości (lub wyróżnię inaczej same najważniejsze elementy), a starsze wpisy przeredaguję i opublikuję jeszcze raz bez różnokolorowej czcionki.

      Używam Eve by Glow, ale nie jestem szczególnie zadowolona. Większość aplikacji jest dla osób stosujących naturalne metody planowania rodziny, więc skupiają się na monitorowaniu nadchodzących /trwających/kończących się dniach płodnych, mnie zaś zależy przede wszystkim na złapaniu zależności cykl hormonalny-samopoczucie.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s